3 lipca "Gazeta
Wyborcza" opublikowała list otwarty znanych
polskich reżyserów, będący protestem przeciwko
reality show. Oto jego treść:

A
co my o tym wszystim sądzimy? Oto replika Mr.Cool'a,
red.naczelnego PCS'u:
Z
wielkim zdziwieniem przeczytałem w Gazecie (03.06.2001)
list otwarty będący protestem przeciwko reality show.
Dziwię się tym bardziej, że pod listem tym widnieją
podpisy znakomitych osobistości ze świata filmu, które
(moim skromnym zdaniem) powinny znać i rozumieć istotę
reality show. Przypuszczam, że ci najgłośniej
protestujący nie obejrzeli nawet choćby jednego odcinka
Big Brother'a. Przedstawiają mnóstwo zarzutów, nie
popierając ich żadnymi faktami. W liście czytamy,
m.in., że reality show "tworzą patologiczne wzorce
zachowań"- proszę o przykłady! Czy zachowanie
niepalącego Janusza, który wybrał papierosy dla grupy
zamiast telefonu do rodziny to przykład patologii? A może
Karolina przytulająca się do Grzegorza, w którym
znalazła oparcie i ciepło postępowała niemoralnie?
Ale już wszystkich "przebiła" sympatyczna mężatka
Monika, która kąpała się (uwaga!) NAGO pod
prysznicem- jakże tak można, przecież przyzwoita
dziewczyna powinna myć się mając na sobie długą po
kostki koszulę, szczelnie zakrywającą ciało. Szanowni
Państwo, mamy XXI, a nie XVIII czy XIX wiek!
Ironizując trochę, czyżby nasi drodzy reżyserzy
obawiali się konkurencji ze strony reality show? Panie i
Panowie, bez obaw, ludzie nie przestaną oglądać
Waszych filmów. Reality show i tzw. ambitna
kinematografia mogą żyć w zgodzie i nie wchodzic sobie
wzajemnie w drogę.
Jesteśmy świadkami jednego z największych przełomów
w historii telewizji- oto "wykluwa się" nam
nowy gatunek programów telewizyjnych- reality show, który
już stał się niezwykle popularny i jednocześnie
kontrowersyjny. Zamiast potępiać reality show, może
warto zastanowić się, czemu ludzie to tak chetnie oglądają?
Może mają już dosyć tradycyjnych filmów i seriali?
Może chcą oglądać zwykłych, przeciętnych ludzi, którzy
znaleźli się w niezwykłej sytuacji i z dnia na dzień
stają się sławni? Może właśnie dzięki reality
show, gdzie obserwujemy nawiązujące się przyjaźnie
pomiędzy kilkunastoma obcymi osobami nauczymy się
ponowne ze sobą rozmawiać- dzieci z rodzicami, szef z
podwładnym, poseł lewicy z posłem prawicy? Pewnie, można
powiedzieć, że to wszystko gra dla pieniędzy, ale jest
fizycznie niemożliwe grać przez ponad 100 dni, 24
godziny na dobę.
Rozumiem, że nie każdy musi się zgadzać z tym, że w
reality show znajdziemy jakieś "głębsze"
wartości. Nie zapominajmy jednak, że są to programy
rozrywkowe. Młodzi, żywiołowi ludzie nie rozmawiają
zbyt często o poezji Wisławy Szymborskiej czy o wpływie
globalnego ocieplenia na środowisko naturalne w płd.-zach.
Indiach. Znacznie częściej rozmawiają o imprezach,
muzyce i seksie. I nie można mieć o to pretensji do
producentów reality show. Uczestnicy tych programów są
odzwierciedleniem części naszego społeczeństwa.
To, że uważam polską edycję Big Brother'a za świetny
program nie oznacza, że twierdzę, iż każdy reality
show jest dobry. Przychylam się do słów Ewy Milewicz z
Gazety Wyborczej: "Założenie, że reality show sam
w sobie jest zły, jest dziwne". Nie wiem jeszcze
dokładnie, jak będą wyglądać "Amazonki"
[list pisany był 3 lipca- przep. autora] , ale protestujący
reżyserzy też tego nie wiedzą. Nie można z góry zakładać,
że program będzie wulgarny i patologiczny. Podryw,
flirt, a nawet seks są nieodłącznymi elementami
ludzkiego życia, przy czym- tego ostatniego z
wymienionych (tzn. seksu) realizatorzy z pewnością nie
pokażą w tv. Jeśli tylko producenci
"Amazonek" nie przekroczą granic dobrego smaku
(oczywiście w rozumieniu XXI-wiecznym, a nie
XIX-wiecznym, Szanowni Protestujący) będziemy mieli
kolejny lekki i przyjemny program w telewizji. A kto nie
chce oglądać, nie musi. Drodzy Reżyserzy, czy nie
pospieszyliście się zbytnio z negatywną oceną
"Amazonek"?
Liczymy na owocną polemikę, prosimy o e-mail'e na
adres: poczta@seriale.vis.pl z tematem "REALITY
SHOW PROTEST" lub o opinie na naszym forum
|