|
Wywiady:
Tomasz Stockinger

Specjalnie
dla Was zamieszczamy NIGDZIE niepublikowany wywiad z Tomaszem
Stockingerem, czyli doktorem Lubiczem z serialu "Klan".
Przy okazji, dziękujemy Marcinowi za przeprowadzenie wywiadu.
Wywiad ten prezentujemy "na próbę"- mamy bowiem
zamiar otworzyć na PCS'ie całkiem nowy dział, gdzie
prezentować będziemy Wam wywiady ze znanymi ludźmi ze świata
seriali tv, które przeprowadziliśmy i przeprowdzać będziemy.
wszystko zależy od Was- piszcie, do nas, czy chcecie, aby
powstał taki dział oraz z kim najchętniej przyczytalibyscie
wywiad. Prosimy o e-maile z tematem WYWIADY na adres: poczta@seriale.vis.pl
Z Tomaszem STOCKINGEREM rozmawia Marcin Chmarniak- Żurowski
Czy rola dr Lubicza jest spełnieniem dziecięcych marzeń.
Jako mały chłopiec również chciał Pan być lekarzem?
- Nigdy nie chciałem być lekarzem. Zdaję sobie jednak
sprawę z tego, że dla wielu osob jestem doktorem Lubiczem, a
nie Tomaszem Stockingerem. Jako chłopiec nigdy jednak nie marzyłem
o zawodzie lekarza.
Pochodzi Pan z rodziny aktorskiej, więc o zawodzie dla małego
Tomka myśleli raczej rodzice, niż Pan sam...
- Jestem zaprzeczeniem takiej legendy aktora, który już
od dziecka myśli o występowaniu na scenie i nie wyobraża sobie
nic innego. Aktorstwem zaraziłem się dopiero po przekroczeniu
murów szkoły teatralnej i dopiero tam zaczęłem zastanawiać
się co to naprawdę jest aktorstwo i na czym ten zawód polega.
Właśnie wtedy zacząłem się interesować, fascynować i
rozwijać w tym temacie. Samo złożenie papierów do szkoły
teatralnej było podyktowane raczej przymusem i chęcią robienia
w życiu czegoś ciekawego. Nie wierzę bowiem w to , że chłopcy
w wieku 16-17 lat mogą podjąć przemyślane, sensowne i
odpowiedzialne decyzje.
Gdyby nie był granie w filmach i teatrach to co teraz by Pan
robił?
- Myślę, że najważniejsze jest to, żeby człowiek
robił dobrą robotę, był z niej zadowolnony i ludzie byli
zadowoleni. W każdej naszej działalności dajemy bowiem coś
innym. Czy ja będę piekarzem, murarzem, aktorem powieniem starać
się robić coś z czego zadowoleni będą przełożeni. Trzeba
robić to co się lubi
Czyli lubi Pan swoją pracę?
- Tak, generalnie lubię to co robię. Warto jednak
zaznaczyć , ze praca aktora to nie jest samo występowanie przed
kamerą. To jest również rozmowa z ludźmi i o ludziach,
badanie naszego człowieczeństwa i szukanie jakiś wartości.
Nieraz wydaje nam sie, że jesteśmy lustrem w którym odbijają
się ludzie lub zwierciadłem zalet, wad, upadku wartości jaki
się wokół nas dzieje. Jako serialowy doktor Lubicz nie jestem
przecież tylko lekarzem. Przekazuję przecież stosunek do miłości,
lojalności, pracy , dzieci i wielu innych rzeczy. Nie ważne czy
będę grał rolnika, hutnika czy aktora, Rola jest tu sprawą
drugorzędną. najważniejszy jest stosunek do świata.
W "Klanie" dr Lubicz jest idealnym człowiekiem,
wspaniałym mężem i ojcem, który dba o swój dom. Czy jest to
sposob pokazania autorytetu moralnego, którego wielu ludziom
brakuje?
- Oczywiście , że tak. Zdaję sobie przecież sprawę, że gram
przyzwoitego faceta, czasami aż do obrzydzenia. Jest to rodzaj
pewnej prowokacji zarówno ze strony scenarzystów jak i mojej.
Każdy film jest rodzajem takiego marzenia na jawie. Nie ważne
czy jest to western czy telenowela. Przeglądamy się w lustrze i
myślimy czy możemy być tacy źli lub dobrzy jak w tym
filmie...
Czy dr Lubicz ma wpływ na zachowanie Tomasza Stockingera. Zmienił
się pan od momentu grania w "Klanie" ?
-Ta rola jest wypadkową zamierzeń moich oraz
scenarzystów. Jest dydykowana zagmatwanej i odrażającej się
społeczności polskiej. W obliczu cwaniactwa, słabości prawa i
systemu ta rola jest spełnieniem moich marzeń. Każdy ma prawo
do dobrej rodziny, dobrego domu i wymarzonej pracy. Takie
marzenia mogą się spełnić. Jeżeli nie w życiu , to chociaż
w serialu. Nie zauważyłem jednak abym się cokolwiek zmienił
od momentu stworzenia postaci doktora Lubicza.
Zdaje Pan sobie sprawę, że trudno będzie Panu zagrać rolę
"czarnego charakteru" ?
-Wszystko zależy od propozycji jaka zostalaby mi
przedstawiona. Ważny jest więc budżet, obsada, warunki
finansowe... Gdyby zdarzyła się taka propozycja poważnie bym
się nad tym nie zastanawił i przyjąłbym tą propozycję.
Chciałbym się zmierzyć z czarnym charakterem , jednak zdaję
sobie sprawę, że człowiek chce tego, czego nie ma. Myślę, że
jest wielu aktorów, którzy znudzeni graniem jakiś czarnych
postaci tęsknią do jakiegoś szlachetnego wizerunku. U mnie
jest odwrotnie. Grając przez całe życie pozytywnych bohaterów
tęsknię czasami za rolą "mafiosa".
Współpracuje pan z wieloma adeptami sztuki aktorskiej. Czy
aktor naprawdę powinien mieć dyplom, aby móc występować na
"małym ekranie" ?
Na początku należy obalić mit o tym , że dobry aktor to człowiek
z dyplomem. Zdarzają się przecież ludzie po studiach, którzy
z aktorstwem nie powinni mieć nic wspólnego. Takie młode osoby
wspaniale prezentują się w telewizji i - co najważniejsze -
mają to, czego brakuje profesjonalistom, czyli świeżość ,
prawdę i orginalną osobowość. W momencie w którym powstał
"Klan" , Paulina Holtz nawet nie myślała o tym , aby
zdawać do szkoły teatralnej. Dzisiaj jest prawie upieczoną
adeptką sztuki teatralnej , ale na początku była przecież
zupełną amatorką. Natomiast Kaja Paschalska jest przypadkiem
indywiduwalnym. Jest bardzo uzdolniona dziewczyną, która ma
orginalną urodę i sposób pokazywania się przed kamerą. Muszę
przyznać, że jest to osoba z którą bardzo lubię występować
na ekranie, co nie zawsze się zdarza gdy muszę grać z innymi
aktorami. Jedno jest pewne. To nie papier daje człowiekowi
podstawę do tego aby być dobrym aktorem czy artystą. Najważniejszy
jest talent, inteligencja i wrażliwość. Oprócz tego przydaje
się odrobina szczęścia. Bez niego trudno cokolwiek osiągnąć.
Jest pan bez wątpienia jednym z popularniejszych polskich aktorów.
Czy ta popularność nie jest męcząca ?
- Moja popularność ma podloże w roli którą gram.
Jestem w filmie kryształowym człowiekiem, więc łatwiej mi załatwić
niektóre sprawy. Na szczęście groźnych sytuacji jeszcze nie
doświadczyłem...
Rozmawiał MARCIN CHMARNIAK -ŻUROWSKI, zdjęcie: Autor
|
|